DRODZY P.T. CZYTELNICY

 

Witam na stronie poświęconej mojej książce "Die Ehrenmenschen. Ludzie Honoru."

Pragnę od razu zaznaczyć,  że jest ona rodzajem "suplementu" - książka ma swoje prawa. Fabuła musi być w miarę płynna i nie może być przerywana zbyt długimi wyjaśnieniami. A z pewnością każdy, kto się z książką zapoznał, chciałby wiedzieć "Skąd takie informacje?"

Postanowiłem zatem skorzystać z możliwości, jakie dają tzw. nowe technologie i media elektroniczne - stworzyłem stronę internetową, która przybliży Czytelnikom mnie jako autora książki i da garść dodatkowej wiedzy o jej głównym temacie - TAJEMNICACH SUDETÓW.

 

Chciałbym od razu zaznaczyć, że nie podam tu żadnych dodatkowych wskazówek na temat lokalizacji FEGEFEUER, RÜDIGERA czy innych ukrytych przed majem 1945 roku obiektów.  Te z "królestwa G˜ringa" do dziś pozostają pod ochroną - zresztą obiekty "innych właścicieli", jak choćby okolice góry zwanej Bismarck w okolicach Boguszowa-Gorc także nie zostały porzucone. Ich strażnicy dbają przede wszystkim o maskowanie - nasadzają nowe drzewa, krzewy, zabezpieczają teren przed działaniem sił natury. Natomiast wnętrza chronione są "chemią wybuchową". Nie minami, gdyż te, po tylu latach, albo straciłyby swoją przydatność wskutek działania rdzy lub rozkładu chemicznego materiałów wybuchowych albo stałyby się wręcz zagrożeniem, gdyż skorodowana mina potrafi eksplodować sama z siebie. To także zostało przewidziane...

 

Nie poprowadzę Cię zatem, drogi Czytelniku, ku tym podziemiom - zresztą nie znam ich "bezpośrednio i z własnego doświadczenia". Może i posiadam wiedzę, jak ich szukać, może nawet w wielu miejscach dostrzegam pewne pozostałości świadczące o tym, że dany teren został bardzo starannie "przebudowany" i coś pod jego powierzchnią zostało ukryte, ale po co miałbym się tam zagłębiać? Dla zaspokojenia własnej ciekawości? To nie wchodzi w rachubę! Od Dziadka otrzymałem bardzo jasną dyspozycję - mam się od tych podziemi trzymać z daleka! I, co chyba ważniejsze, mam świadomość, jak wiele złego mógłbym takimi poszukiwaniami uczynić. Przede wszystkim mieszkańcom Gór Sowich i przyległych terenów. A właśnie z myślą o ich bezpieczeństwie książka "Die Ehrenmenschen. Ludzie Honoru." powstała!

Do 1945 roku w strukturze organizacyjnej 527 Fernmelderegiment (pułku łączności) funkcjonowała komórka zwana IDSS - Informationsdienst und Sicherheistsstelle - służba informacji i zabezpieczenia (kontrwywiadu). I, takie mam wrażenie, właśnie z zakresu działalności tej służby otrzymałem "misję do wykonania". 

 

Rozkaz został wykonany. Nie oznacza to jednak, że moja misja dobiegła końca. Chcę bowiem, abyście inaczej spojrzeli na to wszystko, co stało się w latach II wojny światowej. Przede wszystkim chcę Wam pokazać Niemców jako naród, który przez półtora wieku kształcił w sobie "cechy przywódcze" i nadawał sobie "prawo do panowania nad światem". Jestem przeciwnikiem wybielania historii Niemiec, przeciwnikiem twierdzenia, że "zbrodnie II wojny światowej to sprawa Hitlera, który otumanił porządny naród niemiecki i zmusił Niemców do wykonywania jego zbrodniczych wizji"!

Nic podobnego miejsca nie miało.

W styczniu 1918 roku prezydent USA Thomas Woodrow Wilson opublikował listę 14 punktów, które miały zapewnić Europie pokój na długie, długie lata.

13 punkt mówił o niepodległości dla Polski.

14 punkt mówił o powołaniu Ligi Narodów, której celem będzie zapewnienie gwarancji niepodległości politycznej oraz integralności terytorialnej wszystkich państw.

Wczesnym latem 1918 roku Wydawnictwo Georga Westermanna (Braunschweig / Hamburg) wydało "Reichswehr-Atlas für Heerensfachschulen und Marinefortbildungsschulen für den Schuljahr 1918/19" (Atlas Armii Rzeszy Niemieckiej dla Zawodowych Szkół Wojsk Lądowych i Szkół Przygotowania Zawodowego Marynarki na rok szkolny 1918/19). Jeden z jego współautorów, Dr. R. Diercke w taki oto sposób skomentował tenże 14 punkt! Żadne tam dobrodziejstwo i gwarancja pokoju, ta cała Liga Narodów! To będzie nieszczęście, które skończy się przyjściem którejś ciężko zbrojnej Walkirii (w mitologii jest ich ze dwadzieścia dziewic-wojowniczek, zwykle zbrojnych we włócznię i tarczę) - Walkiria nabije te wszystkie Karty Praw i Gwarancji na swój miecz i będzie porządek "dający interesom Niemiec należne poszanowanie!"

Chcę przypomnieć - mówimy o pierwszej połowie 1918 roku! Wielka (I) Wojna (Światowa) jeszcze trwa, o zawieszeniu broni jeszcze nikt nie mówi, Adolf Hitler siedzi w okopach, Hermann Göring właśnie zdobywa laury ASA lotnictwa myśliwskiego i najwyższe niemieckie odznaczenia wojenne, a panowie R. Diercke i E. Reicke już rozpoczynają proces "odpowiedniego do potrzeb Niemiec" formowania umysłów młodych Niemców, którzy trafią do szkół podoficerskich i którym, zapewne, przyjdzie się zmierzyć z kapitulacją. Przekaz jest jasny - niech sobie tworzą Ligę Narodów, niech podpisują traktaty i porozumienia. My, Niemcy, i tak zbudujemy ARMIĘ, która da nam (NIEMCOM) to wszystko, czego potrzebujemy. Przestrzeń dla Niemiec i pozycję PANÓW nad innymi narodami!!!

 

W tym samym atlasie można znaleźć inną mapę - niemieckich strat terytorialnych po 1918 roku. Zastanawiałem się w czasach liceum, jak to było możliwe, że wojna jeszcze trwała, o negocjacjach w Wersalu nikt nawet nie mówił, a w tym atlasie już opublikowano mapę z niemalże ostatecznymi granicami (tylko Rosja nie jest jeszcze Republiką Rad a Ukraina jest niepodległa)... odpowiedź otrzymałem będąc w Niemczech.

Walther Rathenau, jeden z moich bardzo dalekich krewnych, był latach 1919-1922 ministrem spraw zagranicznych Niemiec. Ale karierę „międzynarodową” rozpoczyna się zwykle od średnich szczebli. W 1982 roku spotkałem się w Niemczech z innym z moich krewnych z tego rodu, Tinko Grafem von Rathenau (z tej "arystokratycznej" odnogi von Rathenau'ów; dziadkowie Walthera wżenili się w żydowską, bardzo majętną rodzinę, dlatego on sam nie używał tytułu hrabiowskiego ani przedrostka Graf von przed nazwiskiem, gdyż to nie uchodziło w "dobrym" towarzystwie...). Dzięki tej rozmowie zrozumiałem, dlaczego już w 1918 roku Niemcy mogli opublikować w "Reichswehr-Atlas" mapę z granicami ustalonymi w ostatecznych, choć znacznie późniejszych „traktatach pokojowych”.

Graf Tinko nie ukrywał, że już podczas negocjacji w Brześciu, zakończonych podpisaniem Traktatu Pokojowego w marcu 1918 roku, Niemcy i Rosja ustaliły między sobą przyszłe granice Polski z Niemcami i Rosją Sowiecką (nazwa ZSRR jeszcze wtedy nie powstała). Uzgodniono także, że gdy rozpocznie się proces wycofywania niemieckiej armii Ober-Ost (czyli wszystkich wojsk z obszaru od Finlandii po Morze Azowskie), w ich miejsce wkraczać będą wojska bolszewickie, natomiast Niemcy będą utrudniać lokalnym "oportunistom" tworzenie jakiejkolwiek niezależnej od Berlina lub Moskwy niepodległej władzy państwowej. Zawarto także potajemne porozumienie na szczeblu dowódców armijnych, że po zawarciu pokoju z państwami Zachodu, gdy państwa Ententy zdemobilizują swoje armie, przyjdzie pora na „ostateczne rozwiązanie problemu polskiego”, oczywiście w drodze "dwustronnego nacisku wojskowego" i podziału.

Na bazie tych właśnie uzgodnień Sowieci zaatakowali w lutym 1919 roku Polskę, chcąc przebić się do Prus Wschodnich, by stamtąd wesprzeć komunistyczną rewoltę w Niemczech (a przy okazji mieli nadzieję, że zajmą Polskę do linii Wisły, Niemcy mieli wziąć wszystko na zachód od niej).

Niemcy… Nie przewidzieli wybuchu Powstań Śląskich ani komunistycznej rewolucji w Hamburgu, Bremie, Lubece czy Berlinie. Do ich stłumienia skierowali znaczne siły ludzkie Freikorpsów i zużyli większość zapasów dla tychże "oddziałów ochotniczych" przygotowanych. Na uderzenie na Polskę wtedy, w latach 1919-20 zabrakło im sił "regularnej Wielkiej Armii".

Walcząc "tylko" z Sowietami, tylko na jednym froncie, Polska miała szansę obrony i ją wykorzystała.

Jednak co się odwlecze, to nie uciecze. Już w 1922 roku w Rapallo sąsiedzi ledwie co odrodzonej Rzeczypospolitej, Niemcy i Rosja Sowiecka dogadują się co do współpracy wojskowej. Poprzedzającymi podpisanie traktatu negocjacjami pan minister Rathenau kierował osobiście. W 1925 roku w Locarno współpraca sowiecko-niemiecka zacieśni się a Piłsudski (słusznie, jak się później okazało) żądał jakiejkolwiek reakcji Ligi Narodów. Skończyło się traktatem (paktem) Ribbentrop - Mołotow i faktycznym najazdem na Polskę i jej rozbiorem!

 

Dziś Niemcy nie potrzebują wojny "militarnej", aby podbijać świat. Rosja też nie. Od czasów Clausewitza świat się jednak co nieco zmienił - pojawiło się hasło "nacisk gospodarczy". To też wojna, tylko prowadzona pieniądzem, spekulacjami na rynkach finansowych, załamywaniem kursów walut, wyprowadzaniem zysków metodą "optymalizacji podatkowej". Oczywiście na szkodę tych mniejszych i słabszych.

Niemcy, niezależnie od oficjalnej polityki Unii Europejskiej (i unijnych sankcji) swobodnie dogadują się z Rosją, budują Nordstream II, który ma kompletnie uzależnić Unię Europejską od rosyjskiego gazu.

I CO WY NA TO?

Podoba się Wam, że ciągle są w Polsce politycy, którzy wierzą w szczerość intencji Niemców?

Możecie chować głowę w piasek i udawać, że Unia jest cacy a "ciocia Makrela" jest największym przyjacielem Polski.

Możecie głosić, że nie ma innej drogi dla Polski niż uległość wobec woli i potrzeb Niemiec, wyrażanych przez najwyższych funkcjonariuszy Unii Europejskiej. I że Niemcy nie są dla Polski zagrożeniem, lecz przyjaznym sąsiadem i najważniejszym partnerem gospodarczym.

No cóż, pozornie jest w takich stwierdzeniach nieco racji. Oczywiście Niemcy nie zamierzają doprowadzać do kolejnego rozbioru Polski - przebudowa byłej NRD kosztowała ich fortunę a i tak jest to obszar dużo dalece uboższy niż zachodnie Landy "starej" Bundesrepublik sprzed zjednoczenia. Niemcom wystarczy, by były tu, między Odrą a Bugiem, dobre drogi na linii wschód-zachód oraz by ciągle mieli tu zasób taniej siły roboczej gotowej pracować w niemieckich firmach za 1/3 niemieckiej pensji ale wykonując 120% niemieckiej normy lub i więcej.

Niemcom w Polsce potrzebny jest Malocher. Robol. Wykształcony zgodnie z niemieckimi potrzebami i posłuszny. Tani. Armia takich.

I CO WY NA TO?

Nie znacie tego? Nie przypominacie sobie z historii, kim miał być mieszkaniec Generalnej Guberni w ramach Tysiącletniej III Rzeszy?

Niemcom nie udało się wcielić tamtej koncepcji w życie podbojem militarnym. O wolność "naszą i waszą" potraficie walczyć. Wytrwale i bohatersko. Teraz Niemcy wcielają ją w życie pod płaszczykiem Unii Europejskiej. Sypią Deutschmark-Euro (bo tak w zasadzie to marka stała się euro; reszta Eurolandu do tego interesu nieźle dopłaciła) tam, gdzie chcą. Lub grożą, że zabiorą Euro-wsparcie (jak zechcą). Chcą, abyście sami sobie założyli na szyję obrożę, przypięli smycz, założyli kaganiec (tak było do 2014 roku) a oni, Niemcy najwięksi unijni EuroDemokraci, zadecydują za was, czy Polska ma się rozwijać, czy Polacy mają mieć się równie dobrze jak Niemcy, czy może jednak nie??? Bo dobrze opłacony polski robotnik to dla nich, dla Niemców, koniec konkurencyjności na międzynarodowych rynkach. Koniec zysków ich koncernów. Koniec dywidend. Spadek obrotów i zysków. To byłaby katastrofa dla budżetu Bundesrepublik!!!

Niemiecka polityka współpracy z Rosją kosztem Polski i żerowania na Polsce za cenę mało znaczących "tantiem i honorariów dla bardzo ważnych przedstawicieli polskiej polityki" nie zmienia się od 250 lat.

I nie zmieni się! Pora, abyście to zrozumieli!

Pora najwyższa, byście przestali powtarzać te same hasła "o konieczności obrony Ojczyzny i demokracji przed samowolą Sejmu", które ponad 200 lat temu spisali, pod dyktando rosyjskiego generała, założyciele Konfederacji Targowickiej. Wtedy, 3 maja 1791 roku Sejm uchwalił Konstytucję. Postanowiono nadać prawa "mniej bogatym, nieuprzywilejowanym" - mieszczanom, rzemieślnikom, znieść liberum veto, zrobić porządek z samowładztwem magnaterii, przywrócić należny szacunek dla prawa i sprawić, by sądy były sądami, by działały szybko, sprawiedliwie i zgodnie z literą prawa.

Wtedy, w 1792 roku, za "obrońcami wolności szlacheckich, liberum veto, unikaczami płacenia podatków na rzecz Rzeczypospolitej i złodziejami, którzy majątek Rzplitej trwonili" stanęła rosyjska armia. Weszła do Polski na wezwanie "obrońców demokracji i prawa w Rzeczypospolitej". 225 lat temu Rosjanie, Austriacy i Prusacy równo opłacali przywódców Targowicy, byle Rzeczpospolita na nogi nie stanęła! To leżało w ich interesie.

Dziś, 225 lat później, słuchacie takich samych ludzi. Różnica jest jedynie taka, że nie stoi za nimi rosyjska armia, ale Euro-oficjele z Brukseli i pieniądze. Konkretne i duże. Płynące z Brukseli albo różnych ponadnarodowych "instytucji non profit", które finansują "ruchy obywatelskie chroniące ..." no właśnie, co chroniące? Kogo chroniące? Sędziów, którzy nie są w stanie szybko poprowadzić rozprawę?

Ludzi, którzy transferują z Polski zyski i nie chcą tu płacić podatków?

Zagranicznych "inwestorów", którzy chcą zatrudniać Polaków na śmieciówkę za najniższą krajową?

Polityków, którzy przyzwyczaili się do pełnienia bardzo ważnych urzędów, dostępu do profitów (czy słynnych kolacyjek z ośmiorniczkami) i oto nagle znaleźli się za burtą, bo ileś lat pracowali na utratę społecznego zaufania?

Dziś za nimi wszystkimi opowiada się BRUKSELA. Reprezentująca rzekomo system prawny Unii Europejskiej. Bo tak w rzeczywistości reprezentuje interesy niemieckiej (choćby z nazwy firm) gospodarki. Jeśli tego nie dostrzegacie, OTWÓRZCIE OCZY! Inaczej będziecie niemieckimi niewolnikami w rzekomo "własnym i wolnym" kraju.

 

Dlaczego chcę, abyście byli wolni?

Odpowiem wprost - służę Górom Wałbrzyskim i Sowim, sercu Ziemi Śląskiej. Nie kamieniom, drzewom, lecz LUDZIOM, którzy tu mieszkają. I nie chcę, by byli niemieckimi niewolnikami, Untermenschami, podludziami za zgodą władz z Warszawy.

Chcę, by byli, dumnymi właścicielami Śląska. Patriotami, którzy wiedzą, że to ich ziemia, kochającymi miejsce, w którym urodzili się, żyją, pracują, mieszkają. Na tyle bogatymi, aby ta ziemia ponownie stała się "perełką" w środku Europy!

Może inaczej sobie moją służbę Dziadek i wszyscy krewni wyobrażali, ale przez te bez mała 400 lat służyliśmy na tej ziemi Piastom, Czechom (tak zadecydował Hans Christian, aby Śląsk wszedł w skład niepodległej od Wiednia Korony Czeskiej), Duńczykom, Szwedom, Habsburgom, Hohenzollernom, "republice Weimarskiej", Rzeszy (tej trzeciej, hitlerowskiej), PRL-owi a teraz Rzeczypospolitej Polskiej. Ja odczytałem naszą rodzinną lekcję historii bardzo wprost - mam służyć Ziemi Śląskiej bez względu na to, czyja ona jest. Pracując dla dobra tej ziemi i jej mieszkańców! Do tego, tylko i aż do tego Was wszystkich nawołuję.

PUBLIKACJE Z PORTALU HISTORYK.EU