W Galerii nr 1 przedstawiam kilka map, które dla mnie były źródłem wiedzy. Pochodzą głównie z dwóch wydawnictw:

 [ 1 ] F.W. Putzgers „Historischer Schul-Atlas zur alten, mittleren und neuen Geschichte” (Szkolny Atlas Historyczny do (nauki) historii starożytnej, średniowiecza i współczesności); wydawnictwo Velhagen & Klasing, Bielefeld / Leipzig, 1904,

 [ 2 ] Diercke u. Reicke „Reichswehr-Atlas für Heeresfachschulen und Marinefortbildungsschulen für den Schuljahr 1918/1919" (Atlas Armii Rzeszy Niemieckiej dla Szkół Zawodowych Wojsk Lądowych i Szkół Doskonalenia Zawodowego Marynarki Wojennej na rok szkolny 1919/20); wydawnictwo Georg Westermann Braunschweig / Hamburg, 1918.

 

Doskonałą lekcją historii bywają także obrazy. Sugestywne, czasem sprawiające, że chce się czegoś więcej o danym wydarzeniu dowiedzieć. Kilka takich obrazów zamieszczam w Galeriach Obrazów 2 - 4

GALERIA NR. 1 - MAPY.

1a. Europa w chwili śmierci Karola Wielkiego (814)

 

Fragment angielskiej mapy [The Public Schools Historical Atlas by Charles Colbeck. Longmans, Green; New York; London; Bombay. 1905] przedstawiającej ziemie kontrolowane lub najeżdżane przez Wikingów. Irlandia, Anglia, Królestwo Szwedów i Gotów, Ziemie Danów z Jutlandią (Wikongowie najeżdżając na Anglię nakładali na zdobywane miasta haracz zwany DANGELD lub DANEGELD - można to tłumaczyć jako duńska forsa). Słowiańszczyzna zaczyna się na południe od Warty.

Na północy - Ziemie Ludzi Północy, Notrhmenów czyli Normanów.

W środkowej części dzisiejszej Norwegii ziemie nazwane Halogeland - Królestwo Wolnych Wikingów (lub, jak kto woli - poganiaczy renów). Hålogaland (jak brzmi jego norwesko-islandzka pisownia), przesuwało się w miarę upływu czasu coraz bardziej na północ, ku archipelagowi Lofotów. Z tak zwanej „wyższej konieczności”. Duńczycy zjednoczyli się w Królestwo Danii, panowali nad całą południową Norwegią oraz południowo-zachodnią (dziś) Szwecją. Wolni Wikingowie i Norwegowie uciekali przed władzą królewskich jarlów, podatkami i chrześcijaństwem (bo kapłani "nowej wiary", ludzie potrafiący czytać i pisać, spisywali mieszkańców i zbierali od nich podatki) coraz bardziej na północ, mieszkańcy Hålogaland uciekali przed Wikingami, duńskim wojskiem i królewskimi poborcami podatków…

Przez następne sto lat Szwedzi zapanują niemalże całkowicie nad północnymi brzegami Bałtyku i Finlandią, Duńczycy - nad południowymi, choć w jednym i drugim przypadku będzie to panowanie bardzo ludzkie - miejscowa ludność będzie się raczej szybciej rozwijać, a to dzięki "zyskom z wypraw wojennych" na Belgię, francuską Normandię (nazwaną tak właśnie, gdyż przez wieki pozostawała pod wpływami Wikingów), Anglię czy ziemie słowiańskie.

A w samym środku Półwyspu Skandynawskiego ziemie nazwane Skvithfriends - Przyjaciele Skwitów. Czyli Wendów. A ponieważ to też wiele nie mówi, może łatwiej będzie powiedzieć, że chodzi o przodków dzisiejszych Lapończyków i Finów.

Rok 814 to data szczególna. Następcy Karola Wielkiego nie będą wielkimi władcami, co oczywiście wykorzystają WIKINGOWIE! Nikt tak do końca nie wie, ile razy próbowali zdobyć Paryż gdzieś w połowie IX wieku, ale kroniki mówią, że tego celu wprawdzie nie osiągnęli, ale pół dzisiejszej Francji złupili. W Normandii to się na dobre osiedlili. Na Sycylii zresztą także...

Wracam na moment do Skandynawii i tych leżących właśnie gdzieś w środku tego interioru ziem. Nad jeziorem Akkajaure, pojawią się pod koniec pierwszego tysiąclecia moi przodkowie. Szczerze mówiąc nie wiem, czy dobry interes z królem szwedzkim Erykiem zrobili???

 

1b. Zasięg władania Wikingów w Europie Północnej pomiędzy 800 a 1000 rokiem

 

Zeskanowałem jedynie część tej mapy. Hålogaland – obszar tego królestwa jest jeszcze wyraźnie wyodrębniony od Norwegii i Szwecji linią graniczną, choć już przesunięte ku dalszej, wręcz dalekiej Północy. Za dwa stulecia tego królestwa już nie będzie - zostanie wchłonięte przez Szwecję, która będzie władać tymi ziemiami do 1905 roku.

Kolorem zielonym zaznaczone są te obszary, które już wówczas zamieszkałe były przez ludność słowiańską (widać, że znacznie dalej na zachód, niż obecnie – Słowiańszczyzna zajmowała wówczas część dzisiejszego Pomorza Przedniego i Meklemburgii), ale nie sięgała całego obecnego Pomorza Zachodniego i Środkowego; jedynie niewielka część wybrzeża Bałtyku – od ujścia Wisły po okolice dzisiejszego Władysławowa i Jastarni była już wówczas słowiańska i w jakiś sposób zależna od powstającego państwa Polan). Kolor czerwony to obszary opanowane przez Duńczyków, Sasów (jak chcą Anglicy), Normanów, Norwegów, Szwedów i Wikingów. No cóż, dopiero Mieszko z Bolesławem Chrobrym zmienili układ granic na południowych brzegach Bałtyku.

Co na tej mapie robią Królewiec (Königsberg) i Sztokholm? Nie wiem. Obu miast w tym okresie jeszcze nie było. Może niemieccy uczniowie zbyt lotni nie byli i pan Putzgers zaznaczył je dla lepszej orientacji użytkowników???

2. Mapa przedstawiająca podróż moich przodków z lat 980 - 981.

 

Rok 980 to wędrówka znad Bałtyku na Morze Norweskie, w okolice Lofotów.

Kolorem zielonym oznaczyłem pierwszy etap, spod Garnety (czyli okolic dzisiejszej Łeby) do Wolina.

 Kolorem żółtym zaznaczyłem kolejny etap, drogę na wojnę, z Wolina pod Vik. Czerwonym wczesnojesienną podróż wzdłuż niemalże całej Norwegii, w okolice archipelagu Lofotów.

Rok 981 to podróż wodą z zatoki Fauska do Tysfiorden, a potem przemarsz przez góry nad jezioro Akkajaure; zaznaczyłem kolorem różowym.

Samo Tysfiorden oraz jezioro Akkajaure zabarwiłem na niebiesko, aby każdy mógł sobie wyobrazić rozmiary tych wód.

Mapa z „Reichswehr-Atlas”.

3a. Śląsk w XVI i XVII wieku

 

Po ustaniu wojen husyckich (1436) Śląsk stał się jednym z najpotężniejszych księstw Środkowej Europy.

 

Rozciągał się od (niemalże) Frankfurtu nad Odrą (choć ten należał do Piastów Brzeskich jako rodzinne dobra) po Ołomuniec i Brno;  Obejmował zatem niemalże całe Morawy, dziś czeskie, dużą zachodnią połać dzisiejszej Saksonii, ale nie obejmował (przynajmniej przez jakiś czas) Hrabstwa Kłodzkiego – formalnie powiązanego z Królestwem Czech, ale wiecznie oddawanego w zastaw pod pożyczki, które cesarze austriaccy zaciągali, gdzie mogli.

 Główne ziemie dzisiejszego Śląska Opolskiego i Dolnego Śląska od połowy XVI wieku było zarządzane przez książąt brzesko-legnickich, będących także regentami Księstwa Świdnickiego.

Mapa z atlasu Putzgersa.

3b. Księstwo Brzeskie za czasów Hansa / Jana Chrystiana

 

Nie było to wcale jakieś maleńkie księstewko - od Brzegu do Barda Śl. na południu a na północy sięgało niemalże po Krosno Odrzańskie i Świebodzin. Wschodnie granice księstwa wytyczała głównie rzeka Odra, natomiast na zachodzie - Rudawy Janowickie i rzeka Bóbr (Kotlina Jeleniogórska należała do rodu Schaffgotschów).

Ale cały zaznaczony przeze mnie niebieską linią obszar księstwa to tylko wierzchołek przysłowiowej góry lodowej - obszarem od Legnicy po Wołów i Trzebnicę władał brat księcia Jana - Jerzy, natomiast sam książę Jan miał w swoim władaniu, dzięki posagom wnoszonym na rzecz jego przodków (i jego samego też) także część ziem brandenburskich z Frankfurtem (nad Odrą) i Kostrzyniem.

4. Wojny 1618 - 1660

 

Wiele narodów trochę inaczej niż Polacy ujmuje w historii lata 1618-1660. W polskich podręcznikach historii, w literaturze zresztą podobnie, główny ciężar kładzie się na okres zwany potopem szwedzkim. Nie dziwi, gdyż był to okres wielkiego wysiłku Polski, by swoją niepodległość obronić. O wojnie 30-letniej w Polsce mówi się mniej. Może i dlatego, że Rzeczpospolita dynastii Wazów nie wykorzystała okazji do wzmocnienia państwa, nie przyjęła chętnego do złożenia hołdu Śląska w swoje granice, za to miała na sumieniu wysłanie na Śląsk lisowczyków...

Niemcy, Czesi i Austriacy pamiętają tamten okres głównie przez tragedię lat 1618 - 1648 jako wojną trzydziestoletnią. Ale o polskim epizodzie konfliktów zbrojnych ze Szwecją w roli agresora nie zapominają. Dlatego ta mapa z atlasu Putzgersa przedstawia ogólny zakres działań wojennych w Europie pomiędzy 1618 rokiem (wybuch wojny 30-latniej) a 1660 (koniec potopu szwedzkiego w Polsce).

Może największe bitwy miały miejsce poza Śląskiem, ale mniejszych potyczek na południe od Odry nie brakowało, natomiast w latach 1619 – 1648 maszerowały po tych ziemiach oddziały duńskie, austriackie, szwedzkie, bawarskie, nawet i francuskie czy holenderskie. Polaków też nie zabrakło. Nie królewskich wojsk Rzeczypospolitej, ale lisowczyków. Tak po prawdzie to bandytów. W Ceskiej Lipie, miasteczku leżącym 80 kilometrów na północ od Pragi, do dziś ich pamiętają. Źle pamiętają. Za spalenie miasta i wymordowanie większości mieszkańców. Świdnicę też próbowali zdobyć. Ślązacy, ci sprzed 1945 roku, pamiętali ich z wybicia niemalże "do nogi" książęcych wojsk pod podwrocławską Leśnicą.

Przeżył Śląsk trzydzieści lat grabieży, nakładanych przez przeróżne wojska „zbójeckich” kontrybucji, trudy utrzymywania oddziałów „na zimowych leżach”…

 Ale był to także czas, gdy powstały Regimenty Śląskie. Wiernie służące ostatnim rządzącym Śląskiem Piastom i wszystkim późniejszym władcom tych ziem.

5. Wojny Śląskie

 

No cóż, w II połowie XVIII wieku Rzeczpospolita Polska nie odgrywała już praktycznie znaczenia na scenie europejskiej, militarnie była słaba, choć nie wiem, czy i to nie jest zbyt "optymistyczne". Prusy, Austria i Rosja dogadywały się, jak podzielić Rzeczpospolitą, co wcale nie przeszkadzało im walczyć ze sobą na innych teatrach wojennych. Śląsk, na kilka lat, stał się jednym z nich, a to za sprawą dość niejasnego testamentu samego Jana Chrystiana, który w razie bezpotomnej śmierci przenosił prawo do władania Księstwem Brzeskim na berlińską linię Hohenzollernów.

Książę wprawdzie syna miał, ten wprawdzie umarł bezpotomnie, lecz aby nie wywoływać sporów wiedeńscy Habsburgowie ów testament uznali. W tenże sposób Hohenzollernowie stali się panującymi nad Księstwem Brzeskim, ale jako lennicy Habsburgów i w ramach Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego.

Wszystko co dobre kiedyś się kończy - w połowie XVIII wieku linia berlińska Hohenzollernów wymarła a Fryderyk II posłał do Wiednia posłów z informacją, że on czyta testament Jana Chrystiana inaczej, że otrzymuje prawo władania nad Księstwem Brzeskim bez żadnej tam zależności od Wiednia. Nie silił się zbytnio na dyplomację - albo dajecie mi to, co chcę, albo wojna!

No i, na nieszczęście Śląska, wojna wybuchła. Nawet nie jedna a trzy rozgrywające się na przestrzeni 7 bardzo długich (dla mieszkańców) lat...

Większość bitew wygrali Prusacy, którzy ostatecznie zmusili austriacką cesarzową Marię Teresę do kapitulacji, zatem każdy niemiecki uczeń musiał znać szczegóły "wielkich pruskich zwycięstw". Takie właśnie małe mapki poglądowe miały służyć kształtowaniu wiedzy uczniów o narodowych bohaterach Prus, którzy przyczynili się do włączenia Śląska do Rzeszy.

W atlasie Putzgersa znaleźć można także i bardziej szczegółowe mapy – plany bitew. Tu strona „ogólna” do najważniejszych bitew tego siedmioletniego austriacko-pruskiego konfliktu o Śląsk: pod Hochkirch k. Budziszyna, Kunersdorf (dziś na terenie miasta Słubice), Legnicą oraz Torgau (nad Łabą, w pobliżu Lipska); do atlasu były dołączone mapy „ścienne” ważniejszych bitew o większej szczegółowości (w skali 1:10 000 lub i mniejszej, o wym. 2,5 x 1/5 m).

GALERIA NR. 2 - OBRAZY (1)

1. BITWA POD KIRCHOLMEM

 

Bitwa pod Kircholmem na obrazie Pietera Snayersa (1592 – 1667). Dziwne były losy tego obrazu. Zamówiony przez Zygmunta III Wazę był ozdobą warszawskiego Zamku Królewskiego, ale krótko. Wywieziony do Francji przez Jana Kazimierza i tam sprzedany na aukcji, do Polski już nie wrócił. Od 1820 r. w zbiorach zamku - pałacu Sassenage.

Snayers, na modłę swojej epoki, przedstawił bitwę jako wielką scenę batalistyczną, niemalże mapę. Widać na niej "doskonale" ustawione regimenty szwedzkie, w równym szyku, dookoła których niczym trąba powietrzna krąży polska jazda.

Dziwny ten obraz; ani nie ma na nim dramatyzmu bitwy, nie widać wielkiej klęski Szwedów ani jeszcze większego zwycięstwa Polaków. No ale cóż, Zygmunt III Waza był w końcu Szwedem na polskim tronie. Chyba nie chciał kogokolwiek preferować...

 

2. BITWA POD KIRCHOLMEM

 

Tu na obrazie Wojciecha Kossaka.  Jest polska husaria, kilka szwedzkich statków i jeden (sic!) leżący poległy szwedzki żołnierz. Trudno z tego obrazu wyczytać, że była to wielka bitwa i wielkie polskie zwycięstwo!

3. KAROL CHODKIEWICZ

 

Chciałoby się powiedzieć "Patrzcie! oto prawdziwy zwycięzca!" Prowadził niewielką, jakby mogło się zdawać, grupę królewskich wojsk Rzeczypospolitej, trzy, góra cztery tysiące szabel bez znaczniejszej artylerii. Stanął na wprost kilkukrotnie silniejszego przeciwnika. I wygrał!

4. JOHANNES (HANS) CHRISTIAN - JAN CHRYSTIAN

 

To zadziwiające, ale nie zachowały się w zasadzie obrazy, które by tego ostatniego piastowskiego władcę Śląska prezentowały. Jedyna jego podobizna przetrwała na złotym medalionie (znajduje się w Muzeum Narodowym w Warszawie).

Piszę o nim, że był ostatni - miał wprawdzie dzieci, które tytularnie zasiadły na tronie Księstwa Brzeskiego (czy innych mniejszych, bo po śmierci Jana Chrystiana jego księstwo zostało podzielone na kilka maleńkich, oddzielnych księstewek) ale... raz, że księstwo utraciło już status jakiejkolwiek niezależności od Wiednia, a i owi spadkobiercy do miana "władcy" niezbyt pasowali. Niezbyt rozgarnięci intelektualnie, bez wykształcenia, ba, nawet bez politycznych ambicji, aby cokolwiek w świecie polityki znaczyć. No cóż, c'est la vie...

 

4. PETER II ERNST VON MANSFELD

 

Jedna z niewielu jego podobizn - z tablicy nagrobnej przedstawiającej go jako "Naczelnego Dowódcę Królestwa Czech".

 

 

5. BITWA NA BIAŁEJ GÓRZE

 

Pieter Snayers namalował cały cykl obrazów poświęconych wojnie 30-letniej. Nie mógł pominąć bitwy, od której ta wojna właściwie się zaczęła - niedaleko czeskiej Pragi, na Białej Górze w 1619.

 

OBRAZY (2). SZWEDZI.

6. POBÓR DO ARMII SZWEDZKIEJ

 

Pobór do wojska zarządzony w 1624 roku przez Gustawa Adolfa. Obraz namalowany węglem na ścianie kościoła w Bygdeå – małej, szwedzkiej wsi. Kiedy i przez kogo? Niezbyt dokładnie wiadomo...

Historia tego miejsca pokazuje tragizm tamtej wojny. Wieś licząca na początku XVII wieku około 2 tysięcy mieszkańców, po jej zakończeniu zmniejszyła się do niespełna 500 osób. Wprawdzie do wojska powołano w latach 1621 – 1639 „jedynie” 230 mężczyzn, jednakże wzięto niemalże wszystkich dorosłych, zdolnych do pracy w lesie i na polach. Z tych 230 poborowych do wsi wróciło 15, w tym 10 „z urazami” – czyli inwalidów.

 

Pod nieobecność dorosłych mężczyzn połowa mieszkańców wsi (ponad tysiąc osób, głównie kobiet i dzieci), zmarła z głodu, wycieńczenia pracą nad siły lub, z braku drewna, zamarzła zimą…

A przy okazji - czy dostrzegacie, że wieśniacy są boso? Biednie tam było, oj, biednie... A przecież Bygdeå leży ledwie kilka kilometrów od brzegów Bałtyku, nad Zatoką Botnicką. To jak biednie musiało być w Akkaborg, gdzieś w samym środku skandynawskiego interioru, w miejscu niemalże zapomnianym przez Boga i ludzi???

 

 

7. ŻOŁNIERZE SZWEDZCY

 

To mój celowy zabieg - zestawić biedę szwedzkiej wsi z początku XVII wieku i swego rodzaju "bogactwo" szwedzkiej armii. Dobre buty, porządne spodnie i bluzy, skórzane kaftany, kapelusze i broń!, broń!, broń!

Ileż pracy ludzkiej musiało to kosztować?

I ileż naszej pracy kosztuje wojsko i jego broń?

Czy doczekamy czasów "ludzkości bez broni?"

 

8. OBÓZ WOJSK SZWEDZKICH

 

Scena z kalendarza wydanego w 1918 roku, w 300-lecie wybuchu wojny 30-letniej - ot, ciekawostka, I wojna, Wielka Wojna jeszcze trwa, wszyscy mają jej dość a tu Waldenburger Wochenblatt (Tygodnik Wałbrzyski) wydaje specjalny kalendarz na uczczenie 300-lecia wybuchu tamtej wojny... 

Z zamieszczonego na odwrocie opisu wynika, że rodziny często podążały za swoimi mężczyznami - mężami, ojcami czy synami. Po prostu tak było łatwiej przeżyć. Kobiety stawały się pielęgniarkami, kucharkami, szynkarkami - łatwiej im było przeżyć gdzieś na skraju wojskowego obozowiska niż pozostawionym samotnie gdzieś w głuszy szwedzkich lasów.

9. Żołnierze szwedzcy w obozowisku

 

Kolejna scena z kalendarza na 300-lecie wybuchu wojny 30-letniej. Żołnierze różnych formacji - jest jeździec, pikinier oraz piechur, jest szynkareczka.

A wiecha zawieszona nad wejściem do namiotu?

No cóż, opis głosi, że oznaczała... namiot uciech (bo trudno takie miejsce nazwać domem). Żołnierz to przecież zwyczajny mężczyzna, potrzeby całkiem normalne ma. Chce zjeść, chce napić się, potrzebuje też kobiecego towarzystwa. Aby nie szukał gdzieś dalej, dowódcy zgadzali się na funkcjonowanie takich miejsc w samym środku obozowiska, byle były należycie oznakowane!

OBRAZY (3). ŚLĄSK w XVII wieku.

10. Opactwo w Krzeszowie w poł. XVII w.

 

Tak wyglądało opactwo w Krzeszowie w XVII wieku – na miedziorycie H. Tscherninga opartym o rysunek jednego z największych śląskich malarzy tamtej epoki, Michaela Leopolda Lukasa Willmanna (ur. w 1630 r. w miejscowości Kralovec  – zm. 1706 w Lubiążu), zwanego Śląskim Rembrandtem.

 

Reprodukcji tego obrazu jest wiele, ja skorzystałem z materiałów organizacji „HAUS SCHLESSIEN” – stowarzyszenia prowadzącego zbiory starych dokumentów i dzieł sztuki śląskiej.

 

 

11. Świdnica w roku 1637.

 

Niestety, ale tak właśnie wyglądał Śląsk podczas wojny 30-letniej. Miasta były chronione "zwykłymi" murami obronnymi wzniesionymi gdzieś w epoce późnego średniowiecza, ale przecież mówimy o XVII wieku. Może i te mury były wystarczające, aby dać mieszkańcom bezpieczeństwo od złodziei czy bandytów, ale w sensie militarnym - kompletnie przestarzałe. Dlatego śląskie miasta padały łupem każdego oddziału wojskowego, który znalazł się w ich pobliżu.

12. Lisowczycy próbują zdobyć Świdnicę

 

W 1635 roku Świdnica przeżyła próbę zajęcia przez lisowczyków pułkownika Klinkowskiego - jednakże wcześniej łupem wielkopolskich panów padły Jawor i Strzegom, zatem straże miejskie dobrze pilnowały miejskich bram. Choć przed regularnym żołnierzem z artylerią nie chroniły, to taką zbrojną kupę, w zasadzie złodziejską bandę, zatrzymały!

 


13. Rok 1642. Klęska pod Marcinowicami

 

Mapa bitwy pod Marcinowicami i Szczepanowem, znajdująca się w zbiorach Muzeum Kupiectwa Świdnickiego.

 

Jedna z wielu, które zorientowane były odwrotnie, niż dziś – południe na górze mapy, północ na dole, wschód i zachód też zamienione miejscami… Ale też to szwedzka mapa – ci zaś szli od północy na południe, więc i obraz właściwie ułożony na mapach mieć chcieli.

 

OBRAZY (4) WOJNY ŚLĄSKIE

14. Rok 1757

 

Zmiany aż rzucają się w oczy. Austriaccy Habsburgowie wzięli sobie do serca doświadczenia wcześniejszych wojen i Świdnicę należycie ufortyfikowano. Zniknęły gdzieś rolnicze przedmieścia, ich miejsce zajęło starannie ufortyfikowane przedpole z bastionami i redutami obronnymi. Niewiele to pomogło - siła artylerii była już na tyle duża, że mury rozpadały się od uderzeń pocisków.

Prusacy przyszli i zdobyli miasto...

15. Rok 1761

 

Prusacy wyciągnęli wnioski z austriackiej kapitulacji i dodali Świdnicy swoje fortyfikacje - powstały potężne, na ówczesne czasy, fortalicje, a miasto zostało przemianowane na twierdzę. Ale Austriakom to nie przeszkadzało - 1 października 1761 roku skutecznie zaatakowali i, mimo zaciekłego oporu Prusaków, udało im się zająć miasto! Świdnica wróciła pod władanie Habsburgów.

 P.S. Może niektórych dziwić, że z wyczuwalną sympatią piszę o Habsburgach - proszę pamiętać, że przez prawie półtora wieku moi przodkowie byli ich poddanymi. Nie była to "zła" władza, lecz całkiem "ludzka i przyjazna", dająca Śląskowi niemalże pełną niezależność. Byle płacono podatki i dawano rekruta.

 

16. Rok 1762

 

Nocą z 19 na 20 lipca 1762 roku oddziały pruskie, bez przygotowania artyleryjskiego, zaatakowały broniony przez Chorwatów obszar pomiędzy dzisiejszym Burkatowem, Bojanicami i Złotym Lasem. Przemieszczali się cicho, wykorzystując spowijającą kotliny nocną mgłę.

Austriacki wódz, generał von Daun, oczekiwał ataku frontalnego – jego wojska stały na świetnie przygotowanych do obrony szańcach, miały w pobliżu doskonale obwarowaną i przygotowaną do długotrwałej obrony Świdnicę. Tymczasem Prusacy (co by nie powiedzieć, był to jednak geniusz wojskowy Fryderyka II i jego dowódców) weszli nocą w góry, przeszli przez lasy i zaatakowali od tyłu. W wielu miejscach jednocześnie, bez przygotowania artyleryjskiego, niewielkimi siłami, ale zaskakując Austriaków kompletnie…

A w dodatku późną nocą czy, jak kto woli, o przedświcie. Generał von Daun był po "długiej i obfitej" kolacji, zatem atak Fryderyka zastał go... niemalże pijanym. Pan generał wolał zwiać z pola bitwy, większość ważniejszych dowódców wraz z nim. Pozostawione bez dowodzenia austriackie wojsko, ostrzeliwane od tyłu ogniem armatnim, po prostu zwiało.