Lata 1860 - 1913.

 

Muszę uczciwie napisać, że mam trochę moralnego kaca. Do wojny z Danią (1864) i Austrią (1866) wszystko było jasne, także i w Dziadkowych opowieściach. Byliśmy żołnierzami Śląska, Austrii, Prus. Oficerami, szlachcicami, junkrami (tak po trosze; moi przodkowie mieli "wieczystą dzierżawę" obejmującą bez mała 600 akrów - jakieś 140 hektarów - porozrzucanych co prawda od Jedliny Zdrój po Pieszyce, ale jednak była to nasza ziemia. Do tego młyn, tartak)...

W moim rodzinnym domu stały meble, które Dziadek dostał w prezencie od Magnusa, swojego dziadka. Ciężkie, masywne, wykonane przez, bo jakżeby inaczej, R. Thorvaldsena w 1887 roku (wygrawerowane na mosiężnej tabliczce, ku pamięci).

Wojenne opowieści Dziadka kończyły się na roku 1871. Dopiero później, kilka lat po jego śmierci, miałem poznać prawdę.

Czy całą? Tego nie wiem, a ludzie, którzy wprowadzali mnie w tamte sprawy, też już odeszli. Nic nie dopowiedzą, niczego nie skorygują.



1. 1864. Wojna z Danią

 

Dla maleńkiego kraju, jakim jest Dania, wojna z Prusami, wtedy już władającymi tak 80% dzisiejszego obszaru Bundesrepublik, musiała być czymś strasznym. Ani nie mieli tak wielkiej liczby żołnierzy, aby skutecznie się bronić, ani takiej ilości sprzętu bojowego, przede wszystkim artylerii.

Ale jest w tym narodzie coś, co cenię - upór i odwaga. Są w tym względzie nieco podobni do Polaków. Jak się komuś postawią, siły nie ma.

Udowodnili to w latach II wojny światowej. Niemcy, podobnie jak w Polsce, chcieli wyłapać, zamknąć w gettach i wymordować mieszkających tam Żydów. Niby wielu ich nie było, jakieś 100 tysięcy w niespełna 4-milionowym wówczas duńskim społeczeństwie.

Duńczycy powiedzieli "NIE POZWOLIMY!". Przekazywali swoich żydowskich sąsiadów krewnym, ukrywali na jachtach, wysepkach... Zaopatrywali w żywność, ubrania. WYGRALI!!!

Choć muszę też uczciwie przyznać - działali w zupełnie innych "warunkach gry". Duńczycy, Norwegowie, Holendrzy - to jednak narody posługujące się językami należącymi do grupy języków "bliskich niemieckiemu". Zgodnie z hitlerowską doktryną narody "wielkiej rodziny germańskiej" miały być zrównane w swoich prawach z prawdziwymi (cokolwiek to znaczy) Niemcami. W Niemczech, w myśl ustaw norymberskich, nie karano śmiercią za pomoc Żydom. Takie bestialskie zasady wprowadzono jedynie w Polsce...

Mało kto wie, ale nie wszyscy niemieccy Żydzi znaleźli się w obozach koncentracyjnych czy gettach. Ci bogatsi, ustosunkowani politycznie czy powiązani interesami z niemiecką arystokracją mieli się całkiem nieźle. Funkcjonowali, pracowali, tylko nie mogli zawierać związków małżeńskich z czystej krwi aryjskiej Niemkami czy Niemcami.W Berlinie, niemalże do samego końca wojny, funkcjonował Żydowski Instytut Medyczny. Wielki szpital tylko dla Żydów.

 

Duńczycy wykorzystali niemieckie prawo przeciw niemieckiemu okupantowi. Polacy szans na takie rozwiązanie nie mieli.

 

Mapa przedstawiająca kampanię duńską w 1864 roku pochodzi z "Reichswehratlas" dra Ericha Diercke (1918).

 


2. Bitwa o Dybbøl

 

Tak bitwę o Dybbøl widział duński malarz, Jørgen Valentin Sonne (1801 – 1890). Poświęcony tej bitwie obraz (z 1870 roku) znajduje się w Thorvaldsens Museum w Kopenhadze.

Przygotowali okopy, dobrze rozstawili, co tylko mieli do walki i trzymali się. Dzielnie!

A przed okopami wystawili kukłę w mundurze - ponoć Prusacy mieli niezłego pietra patrząc na te kukły, które brali za żołnierzy obserwujących przedpole pomimo gęstego ostrzału artyleryjskiego, bo cóż to musi być za duch w żołnierzu, by kulom i odłamkom się nie kłaniać, nie chować przed niebezpieczeństwem?

 

Dania była zbyt maleńka, aby stawić czoło potężnym Prusom. Musiała przegrać. Ale uczyniła to z honorem. Podziwiam ich za to!

 


3. 1866. Wojna z Austrią

 

W moim egzemplarzu atlasu historycznego Putzgersa znajduje się jedna mapa, której w innych egzemplarzach brak. Szkic błyskawicznego pruskiego ataku na wieś Sadova (tak dziwnie, z ukosa), rozcięcie niemalże na pół głównego ugrupowania obronnego Austriaków i równie szybki atak, wzdłuż linii kolejowej, bezpośrednio na Hradec Kralove, Königgratz.

Z pewnością mapę narysował, różnokolorowymi tuszami, któryś z moich przodków. Björn? Chyba nie, bo gdy mój Dziadek i jego brat Karl chodzili do szkoły średniej, trwała Wielka Wojna.

Więc może Magnus? To jakby w rodzinnej tradycji, że dziadkowie zajmują się wnukami, wychowują, uczą, pomagają odrabiać lekcje (i nadzorując ten obowiązek wręcz bezwzględnie).

 

Dopowiem tyle, że i ja taką szkołę przejść musiałem. Rysunek techniczny, pismo techniczne i KALIGRAFIA. Oczywiście żadnych tam nowoczesności - tusz i stalówka zwana redisówką (to do rysunku technicznego) albo obsadka ze stalówką i kałamarz z atramentem "do normalnego pisania"...

Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Do dziś nie zamienię pióra na najlepszy choćby długopis.

 


4. Zgoda duszy wzmacnia nienawiść

 

W 1867 roku, na nieistniejącym już dziś cmentarzu ewangelickim w centrum Wałbrzycha (został zlikwidowany pod koniec XIX wieku) stanął pomnik. Pamięci kilkudziesięciu raptem żołnierzy z obu armii, którzy zmarli w wałbrzyskich szpitalach w wyniku odniesionych w walkach ran. Cmentarz

Dziś nie jestem już pewien, czy aby to właśnie w tamtym okresie w Niemcach, nie w pojedynczych ludziach ale w dużej części niemieckiego społeczeństwa narodził się nacjonalizm? Podejrzewam, że chyba jednak wcześniej. Ale z całą pewnością nie przeszło to "do normalności", przynajmniej wówczas.

Znaleźli się po wojnie 1866 roku ludzie, którzy to dostrzegli i upamiętniając najprostszych żołnierzy, którzy zmarli w wałbrzyskich szpitalach w wyniku odniesionych ran, postanowili specjalną sentencją wyrazić swoją obawę. Albowiem gdy nienawiść wchodzi do ludzkich serc, co będzie dalej???

 

Der Seelen Friede (powinno być razem, Seelenfriede, ale zapewne nie mieściło się na tablicy) hebt den Streit” głosi coraz mniej widoczna sentencja. „Pokój duszy usuwa nienawiść.” Tak, przynajmniej oficjalnie, tłumaczy się ten napis.

 

 

A może autor miał coś innego na myśli?

 

 

Zgoda (bo i to znaczy niemieckie słowo Friede) duszy [w domyśle: na zło, na wojnę] wydobywa nienawiść”?

 

 

 

Czasownik „heben”, jakkolwiek bardzo wieloznaczny, bliższy jest znaczeniowo raczej „wydobywaniu czegoś na powierzchnię”, „podnoszeniu” niż „usuwaniu, eliminowaniu”.  Od niego ustawowe pojęcie aufgehobene Rechte (wzniesiona prawica), jako obowiązującego w III Rzeszy hitlerowskiego gestu – pozdrowienia.

 

Czyżby już wtedy, w 1866 roku, nienawiść do innych, nienawiść do wroga (nawet jeśli jest nim Niemiec z innego kraju???), buta i pycha dotknęły pruskich żołnierzy?

 

 

 

Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że miała to być przestroga. „Porządni Niemcy”, gdy przyoblekali się w pruski mundur, przeobrażali się w monstra. Pewne swojej siły, pewne swojej militarnej, organizacyjnej i przemysłowej potęgi. Potęgi, z której rodziło się uczucie wyższości. To przecież wtedy, w połowie XIX wieku, nieoficjalnym hymnem stało się „Deutschland, Deutschland über alles – Niemcy, Niemcy ponad wszystko”, według słów jego autora, wrocławskiego poety Augusta Heinricha Hoffmanna von Fallersleben - od Mozy (Luksemburg i Belgia) aż po Niemen, Od Adygi (północne Włochy) aż po Bełt (jedna z Cieśnin Duńskich)…

 

Pomnik miał zniknąć wraz z cmentarzem. Paradoksalnie przetrwał. Katolicy z parafii Matki Boskiej Bolesnej (Schmerzhaften Mutter Maria) postanowili przenieść ten pomnik na cmentarz katolicki. Przetrwał do dziś. Na znak protestu przeciw wojnie i pruskiemu nacjonalizmowi, który właśnie przełamywał ostatnie bariery dzielące go od nienawiści do całej reszty świata. Dziś doceniam odwagę i determinację tamtych ludzi!

 

A sentencja "Zgoda duszy na zło wydobywa nienawiść"? Jej słuszność też do dziś przetrwała.

Łatwo jest wzbudzić nienawiść. Jakby rzucić pochodnię na polany benzyną czy ropą stos drewna.

 

Macie "manify" i "kontrmanify".

 

Narodowościowców, ktorym z hasłami "Bóg, honor, ojczyzna" (i byle jak ukrywanymi swastykami) bliżej do nazistów niż chrześcijan...

 

Macie "marsze za życiem", które też odwołują się do Boga, a których uczestnicy wszystkich inaczej myślących odsądzają od czci, wiary i bez sądu skazują na wieczne potępienie. Też jakby daleko od chrześcijaństwa, choć wszyscy wiarą i Bogiem usta tam sobie wycierają.

 

Macie "obrońców konstytucji", którzy są wiecznie przeciw wszystkiemu, bo chcą odzyskać władzę i utracone prywaty... Dla których hasło "Polska" to przeżytek, bo ważna jest Unia Europejska. I jej interesy, dzięki którym zachodnie koncerny mogą tym nielicznym doskonale płacić za możliwość robienia doskonałych interesów na Polakach i ich mieniu...

 

Macie... Wielu jeszcze macie. Wielu takich, którzy karmią się nienawiścią. Tak. Karmią się i to dosłownie. Ich prywatne interesy i interesiątka będą zagrożone, ba, mogą w ogóle zniknąć, jeśli siądziecie do rozmów i wspólnie ustalicie "listę priorytetów Polaków" tak na najbliższe... dwadzieścia lat. Kiedy pokażecie listę waszych wspólnych celów i powiecie "kto nie będzie ich realizować, wypada za burtę".

 

Ale czy potraficie wznieść się ponad nienawiść, którą rzucono wam z ich suto zastawionych stołów niby kość psom na pożarcie?

 

Bo ci, którzy ową nienawiść podsycają zacierają ręce patrząc, jak się wzajemnie kłócicie.

 

 


5. Feldmarszałek August von Mackensen

 

Żeby nie było wątpliwości - zdjęcie (z książki Theo Weissmüllera "Zwischen Kaiser und Führer./Między Cesarzem a Führerem. Feldmarschall/Feldmarszałek August von Mackensen"; ten portret jest zresztą rozpowszechniany przez Wikipedię)  pochodzi dokładnie z ceremonii, podczas której von Mackensen odebrał dystynkcje generała majora, czyli z dnia 14 czerwca 1901 roku. Wiele tłumaczyć nie trzeba. Mundur niby dziewiętnastowiecznego huzara - kawalerzysty, ale trupia czaszka na czapie mówi sama za siebie. 

 

No proszę, a ponoć oficjalnie symbol wcześniej w Niemczech nie używany (no bo to przecież symbol piratów, wyrzutków, a my - Niemcy, jesteśmy narodem szanującym prawo i porządek!), miał się ponoć pojawić dopiero  po I wojnie światowej jako propagandowy pomysł Hitlera, Himmlera i Göbbelsa dla SS???

Tak twierdzą (bo muszą) ci wszyscy, którzy zawodowo, czy to jako dziennikarze, pisarze czy historycy zajmują się zbrodniami niemieckimi i, co Anglicy i Amerykanie wcielili w życie już w 1945 roku, starają się za wszelką cenę udowodnić, że Niemcy to dobry naród, tylko został ogłupiony przez Hitlera (ze znakomitym propagandystą Göbbelsem zawsze u boku) a odpowiedzialność za zbrodnie spoczywa na barkach wąskiego grona najwyższych funkcjonariuszy NSDAP i SS. No i jeszcze paru feldmarszałków czy generałów. Reszta to "dobrzy, uczciwi obywatele, którzy jedynie wykonywali rozkazy przełożonych - zbrodniarzy i zwyrodnialców"!

 

NIC BARDZIEJ BZDURNEGO - nacjonalizm i pogarda dla wszystkiego, co nieniemieckie, tkwiła i tkwi w Niemcach przynajmniej od półtora wieku, może i dłużej. Tak jak i znaczenie tego symbolu. I Cesarski Regiment Gwardyjski Husarów nosił nieoficjalną nazwę "Husarzy Śmierci". Mieli ponoć bardzo prostą rotę przysięgi. "Albo my wybijemy wroga do ostatniej żywej duszy, albo zginiemy wszyscy".

Czy pamiętacie niemieckie slogany propagandowe końca wojny?

Po śmierci Führera niech ginie cały świat. Lepsza śmierć niż niewola.

Czym one różnią się od tych z XIX wieku? NICZYM!

 

Można ustawą zakazać śpiewania pierwszej zwrotki hymnu państwowego "Deutschland, Deutschland über alles", ale nie można jej wymazać z niemieckich głów, umysłów, dusz i serc. Wystarczy posłuchać niemieckich kibiców na meczach poza granicami Niemiec. Oni nie śpiewają o niemieckich kobietach, wierności czy winie. Chcą Niemiec "od Adygi aż po Bełt"! Ten ogień nie został całkowicie zgaszony a palenisko - rozebrane. Ogień się tli, a niemieckie społeczeństwo tak dba o palenisko, by zawsze można było uruchomić machinę.

 

Dlatego jestem ABSOLUTNIE PRZECIWNY wybielaniu niemieckiej historii i próbom "relatywizowania" odpowiedzialności za popełnione w trakcie II wojny światowej zbrodnie. Winni są Niemcy jako naród. Winne są Niemcy jako państwo.

Rzesza Niemiecka, Deutsches Reich, trwa zresztą nieprzerwanie; nikt tego tworu nie zlikwidował.

8 maja 1945 roku skapitulowała niemiecka armia. Tak jak polskie wojska we wrześniu 1939. Kapitulacja armii to nie kapitulacja państwa. Tylko Francuzi podjęli podczas wojny inną decyzję. Skapitulowali jako armia, poddali się jako państwo i podpisali z Niemcami traktat pokojowy, stając się "Republiką Vichy"...

Niemiecka Rzesza jako państwo nigdy nie skapitulowała. Zgodnie z niemiecką konstytucją (Verfassung des Deutschen Reichs) trwa do dziś. Tak jak przedwojenna Rzeczpospolita Polska, która trwała w Londynie aż do 1989 roku.

Do 1989 roku Polska Rzeczpospolita Ludowa była powszechnie uznawanym tworem zastępczym dla Rzeczypospolitej Polskiej. Od 1948 roku Niemcy też mają taki "ersatz". Nazywa się Bundesrepublik Deutschland. Republika Federalna Niemiec. Finanzagentur (g)GmbH. Agencja Finansowa spółka użyteczności publicznej z ograniczoną odpowiedzialnością.

Machina nazywająca się Deutsches Reich (Rzesza Niemiecka) ma się całkiem dobrze. Ogień rasowej (i chyba nie tylko takiej) nienawiści jest skrupulatnie podtrzymywany przez "dobrych porządnych Niemców", a władze Bundesrepublik są jak mechanik, który utrzymuje maszynerię w stanie gotowości do natychmiastowego użycia. Prędzej czy później Niemcy dostaną zgodę świata na jej ponowne uruchomienie.

Z punktu widzenia Anglii czy Francji (Niemiec i innych państw Zachodu zresztą też) silna gospodarka polska, silna i bogata Polska to po prostu groźny konkurent. Zawsze można zatem uruchomić niemiecką machinę, aby przejechała się walcem wojny przez Polskę. 


6. Generalicja

 

1 Albrecht książę Wirtemberski

2 Aleksander hrabia (Graf) von Kluck

3. Otto hrabia(Graf)  von Bülow

4. Alfred hrabia (Graf) von Schlieffen

5. Paul hrabia (Graf) von Beneckendorff und von Hindenburg

 

Pięciu najważniejszych strategów wojskowych z okresu sprzed wybuchu Wielkiej Wojny czyli I wojny światowej.

Otto baron (Freiherr) von Below i Erich von Ludendorff dołączą do tego grona "planistów śmierci i zniszczenia" nieco później.