Możemy im tylko zazdrościć!

Im. Duńczykom, Norwegom, Islandczykom
i, choćby w części, Szwedom.

A to za sprawą Snorriego Sturlusona (1179? - 1241), islandzkiego poety i historyka, który przez pół swego życia jeździł po świecie Wikingów, odnajdywał historie spisane runami, czasem wyryte w kamieniu, czasem w drewnie, czasem przekazywane ustnie z pokolenia na pokolenie, aż w 1225 roku wydał dzieło swego życia. Heimskringla. Kroniki królów.

16 sag. Opowieści, ułożonych wierszem w oparciu o wszystkie odnalezione przez Snurriego przekazy.

Na zdjęciu obok - kamień z Jelling. Pokrywające go runy mówią o życiu Haralda Sinozębego, jego walce o tron i zjednoczeniu Danii i Norwegii.

HEIMSKRINGLA i nie tylko.

 

II połowa XIX wieku to okres "powrotu do korzeni". W kulturze polskiej to choćby "Stara baśń" Kraszewskiego (I wydanie - 1876), w krajach skandynawskich i północnych Niemczech - powrót do historii, imion i wierzeń z czasów Wikingów. 

Norwegowie jako pierwsi (i chyba nieco politycznie, bo do 1905 roku byli "zjednoczeni" ze Szwecją) chcieli pokazać swoją własną historię, swoją narodową odrębność (od Szwedów) i sięgnęli po sagi Snorriego Sturlusona. Wydali je w 1899 roku, oczywiście po norwesku, a tekst ozdobili drzeworytami i rycinami Christiana Krogha.

10 lat później Duńczycy wydali swój przekład "Heimskringla", zdobiony rysunkami i obrazami Erika Warenskjolda.

Nie ukrywam, że dla mnie pomocne było niemieckie wydanie z 1922 roku (Wydawnictwo Ericha Diederichsa, Jena), z pięknym tłumaczeniem (na niemiecki) poety Felixa Niednera, wzbogacone, w stosunku do "oryginałów" o księgę THULE, w której spisane zostały inne historie - o bitwach, ludziach, ciekawych zdarzeniach.

W galerii poniżej prezentuję część ilustracji z tego właśnie wydania (choć i z innych ksiąg także); miniatury tych obrazów wraz z opisami jeszcze niżej.

 

1A Harald Sinozęby (ok. 920 - 985/6)

 

Harald Sinozęby Blåtand, Blaatand – z ang. Blootooth; syn Giorma Starego i Tyry. Ciekawostką jest to, że jego przydomek, pochodzący prawdopodobnie od obumarłych lub malowanych na czarno zębów przednich (Wikingowie, chyba jako pierwsi w historii europejskiej kultury, byli zwolennikami tatuaży i barwienia zębów), stał się powszechnie używaną nazwą sposobu łączenia się telefonów komórkowych - a to za sprawą stylizowanego znaku - spisanych runami inicjałów HB (jak na rysunku obok).

Rycina 1A z jego podobizną autorstwa Erika Warenskjolda z duńskiego wydania "Heimskringla".

 

1B Chrzest Haralda Sinozębego

 

Scena przedstawia jego chrzest (prawdopodobnie w 970 r.) – kiedyś zdobiła złote wrota do baptysterium kościoła w Tamdrup, w Danii. Dziś resztki tych drzwi (no cóż, były ze złota, więc wielu przyczyniło się do ich rabunku i częściowego zniszczenia) znajdują się w muzeum „Kongernes Jelling” w miejscowości Jelling, w Danii (zdjęcie pobrane ze strony muzeum, autor: Michael Ribber Jorgensen).

Harald był władcą, który ochrzcił Danię, tak jak Mieszko Polskę. Ale chrześcijaństwo na długo miejsca w Danii nie zagrzało - mnisi nieśli bowiem nową religię nie nauczaniem, ale ogniem. Palili stare świątynie wraz z ich kapłanami, którzy znikali w ogniu czasami post mortem (wcześniej zamordowani przez towarzyszących mnichom żołnierzy), czasami żywcem... A ponieważ Harald próbował wprowadzić przy okazji porządek podatkowy (mnisi umieli czytać i pisać, więc idealnie nadawali się na poborców podatkowych), ludność skojarzyła, że mnisi = podatki. Wpierw w ramach buntu wzniesionego przez Håkona Sigurdssona w Norwegii a potem, już za nowego króla Danii Svena Widłobrodego, spalono żywcem niemalże wszystkich chrześcijańskich mnichów i kapłanów.

Dopiero gdzieś pod koniec XII i na początku XIII wieku chrześcijaństwo wróciło na ziemie skandynawskie. Powoli, bardzo powoli.

2. Eryk VI (945? - 995)

 

Eryk VI Segersäll czyli Zwycięski na rysunku z 1850 r. pochodzącym z książki (str. 254) Gustava Henrika Mellina „Den Skandinavska Nordens Historia” (Historia Północnej Skandynawii), wykorzystanym w niemieckim wydaniu "Heimskringla".

Zwycięski, ponieważ zdołał pokonać kilku braci i całe mnóstwo krewnych w walkach o tron Szwecji. Umiał także skutecznie stawiać opór Duńczykom, którzy w okresie "walk wewnętrznych" próbowali najeżdżać Szwecję, by ją sobie podporządkować.

Prawdopodobnie ok. 980 roku Mieszko ułożył się z Erykiem, przez pośredników, że jego córka i siostra Bolesława Chrobrego zarazem, Świętosława, zostanie jego żoną, królową Szwecji.

W ramach układu było i to, że gdy Mieszko zaatakuje Danię, aby sobie podporządkować południowe wybrzeże Bałtyku, to Szwecja stanie do walki po stronie Mieszka.

Tak się też stało...

I tylko jeden drobiazg "historyczny" - nikt nie wie, skąd numer VI, bo do połowy XVI wieku królowie Szwecji "nie numerowali się". Dopiero Wazowie wprowadzili ten zwyczaj.

3. Świętosława

 

Sygryda Storråda, Saum–Aesa, Gunhilda, Świętosława. Córka Mieszka i Dobrawy. Niektórzy wręcz powątpiewają w jej istnienie, ale ich argumenty śmieszą mnie. Najbardziej ten, że w obyczajach ludów północy nie było, by córka dostawała imię po matce, a przecież Sven Widłobrody miał córkę imieniem Świętosława. No cóż, znawcy obyczajów zapominają, że rzadko bo rzadko, ale przechodziły do "historii mężczyzn i przez mężczyzn pisanej" także i kobiety. Norweskie czy duńskie nazwiska kończące się na -dottir lub -dortir(r) (córka), czasem w nazwiskach pojawiają się żeńskie imiona... Czyli bywały kobiety, które musiały coś w swojej epoce znaczyć i była to rola niezwykle ważna! I, co dziwi mnie jeszcze bardziej, wątpliwości co do Świętosławy mają tylko polscy "historycy", którym chyba szczególnie zależy na umniejszaniu roli Polski, gdzie się tylko da. Są tacy, ale mam ich ... gdzieś! Bardziej przekonał mnie do roli kobiet w świecie Szwedów, Duńczyków i Norwegów (czyli Wikingów) fiński pisarz Mika Waltari.

Wracając do tematu Świętosławy - najwięcej zaufania mam do prac naukowców czeskich, które wskazują rok 964 na datę przybycia Dobrawy do księstwa Mieszka i w istnienie Świętosławy nie wątpią. Świętosława była starszą siostrą Bolesława Chrobrego, zatem urodziła się, według Czechów, prawdopodobnie w 965 roku. Biorąc pod uwagę ówczesne zwyczaje dynastyczne – za mąż wydawano dziewczęta 14- lub 15-letnie, mogła stać się żoną Eryka w 979 lub 980 roku. Zmarła w 1016 roku. Była żoną Eryka VI Segersälla, później (po 995 r.) Svena Widłobrodego, króla Danii (syna Haralda I Sinozębego). Skąd tyle różnych imion? No cóż, nie uwierzę, że jakikolwiek Szwed, Duńczyk czy Norweg umiał słowiańskie imię Świętosława wymówić.

Portret pochodzący z norweskiego wydania "Heimskringla" (autorstwa Christiana Krogha) ze sceny "Sygryda Storråda odmawia Olafowi Trygvassonowi" (Olaf był takim "stałym" kandydatem do tronu Norwegii, ale nieporadnym. Niby z królewskiego rodu, niby z prawem do korony, ale najpierw musiał ustąpić przed Haraldem Sinozębym, potem wykiwał go kuzyn i silniejszy sojusznik w wojnie z Haraldem - Håkon, a potem jego ukochana Świętosława najechała Norwegię wraz z mężem Svenem Widłobrodym... Pechowiec). Ponoć Świętosławę i Olafa łączyło gorące uczucie jeszcze z czasów sprzed zamążpójścia polskiej księżniczki, ale nawet po śmierci męża Eryka posłusznie realizowała polityczno-dynastyczną wizję Mieszka i wpierw najechała Danię (kilka wojen pomiędzy 991 a 996 rokiem - w końcu była regentką Olafa, przyszłego króla Szwecji i chciała mu przekazać władzę nad państwem bezpiecznym i bogatym), a później wyszła za mąż za  króla Danii Svena, pozostawiając tron Szwecji swemu synowi Olafowi. Svenowi pomogła podbić Norwegię i Anglię.

Jej synowie zasiadali na tronach Szwecji (Olaf Skötkonung czyli "zbierający podatki" - oj, musiały być horrendalnie wysokie, skoro przeszedł do historii pod takim właśnie przydomkiem a nie, jak u Wikingów było w zwyczaju, jako Eriksson czyli syn Eryka) oraz Danii i Norwegii (Harald Svensson czyli syn Svena Widłobrodego) i Anglii (Knut albo Kanut I Wielki, też syn Svena), którą gdzieś w międzyczasie Duńczycy wpierw systematycznie łupili a w końcu podbili.

No cóż, to chyba pierwsza w historii wielka niewykorzystana szansa, by sytuacja międzynarodowa Polski była znacznie, ale to znacznie lepsza - Duńczycy wiecznie wojowali z Sasami (państwa niemieckiego jeszcze wtedy nie było), cesarstwem Ottonów i Henryków... Można było ten sojusz dynastyczny utrzymać, wykorzystać, mieć w walkach z Cesarstwem także i Duńczyków, Szwedów a nawet i Brytów po swojej stronie...

Chrobry nie potrafił. Próbował podporządkować sobie Czechy i Ruś Kijowską, co i tak się nie udało... Jego następcy woleli między sobą walczyć o wpływy w Polsce albo kierowali oręż nie tam, gdzie trzeba. Oj, skąd my to znamy???

4. Håkon (Haakon, Haakan) Sigurdsson

 

Na obrazie Christiana Krohga z ok. 1880 r. Drzeworyt został wykorzystany w norweskim wydaniu sag „Heimskringla” (jak wcześniej), w niemieckim też się pojawił.

Håkon Sigurdsson był przez lata wiernym poddanym królów Danii, przede wszystkim Haralda Sinozębego, ale podjudzony (prawdopodobnie) przez Olafa Trygvassona postanowił zbuntować się i objąć Norwegię w samodzielne posiadanie. Oczywiście za pretekst posłużyła "nowa wiara" i zbierane przez chrześcijańskich mnichów podatki - panowie norwescy powiedzieli "NIE!", co skończyło się wojną.

O samej wojnie trudno cokolwiek pewnego napisać, gdyż historycy datują ją między rokiem 978 a 985, jednak można te zdarzenia nieco "uściślić". Ktoś może powiedzieć, że opieranie się o sagi to głupota, ale dokładnie tak samo Heinrich Schliemann oparł się o dosłowne brzmienie "Iliady" Homera i odkopał Troję, wcześniej uważaną za piękny literacki epos i część greckiej mitologii.

Sagi mówią, że Duńczycy zaatakowali króla Sasów Ottona i zdobyli między innymi miasto Bremę. To zostało opisane w kronikach Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego z datowaniem na rok 978. A że okres wojowania był dość krótki (Wikingowie ruszali na wojnę w marcu lub kwietniu i wracali do domów w połowie lata, aby zdążyć na żniwa i okres późnoletnich lub wczesnojesiennych polowań czy połowów - bez takiego zaopatrzenia zimy by raczej nie przetrwali), z całą pewnością w tymże roku kolejnej wojny nie prowadzili.

Håkon mógł jesienią czy zimą wypowiedzieć posłuszeństwo Haraldowi, ale musiał też zgromadzić nowe wojsko - pomimo zwycięstwa siły Duńczyków (może raczej Wikingów) zostały dość mocno nadwyrężone. Dużo łodzi poszło na dno - proces budowy musiał potrwać, bo i pieniądze dla szkutników trzeba było zgromadzić, i wyprawić się na południowe brzegi Bałtyku, gdzie właśnie zimą wycinano najlepsze drzewo na nowe łodzie. Przypuszczam zatem, że dopiero w 979 roku, gdy nowa flota była już gotowa, Håkon się zbuntował, a rok później zaczęła się wojna. Rok później, bo przecież Duńczycy też musieli rozesłać wici, zgromadzić zapasy jedzenia na wojnę, przygotować łodzie. Zatem prawdopodobnie 980 rok!

Czemu nie później? Bo wiemy, że w 982 roku Otton koronował się w Rzymie na cesarza i postanowił odbić utracone ziemie Północnej Saksonii z Bremą. Uderzył w roku 983 (według kronik rzymskich i watykańskich), co sagi Wikingów odnotowały jako najazd cesarza! Według obu źródeł - kronik i sag, wojska króla Danii Svena Widłobrodego zostały pobite, choć tylko na lądzie, gdyż Sven, przezornie, wolał się od morza nie oddalać i gdy bitwa przybrała niekorzystny obrót, nakazał odwrót na łodzie.

Wiemy też, że po zwycięstwie nad Haraldem Sinozębym Håkon zaproponował Duńczykom pokój - mieli jedynie wygnać Haralda, oddać tron Svenowi i zgodzić się na niepodległość Norwegii. To nie była żadna tam formalność - mimo przegranej Harald miał w Danii wielu możnych i wpływowych stronników. Raz po raz dochodziło do potyczek pomiędzy wojskami Haralda i buntownikami Svena, wspieranymi przez ludzi Håkona. Sagi opisują kilkanaście potyczek, zatem jakieś "dwa sezony wojenne". Czyli: w 983 roku Sven jest królem Danii i przegrywa wojnę o Bremę i północne ziemie Saksonii z cesarzem Ottonem, a wcześniej, w latach 981 - 982 toczy się wojna o tron Danii.

Ostatecznie stało się, jak chciał Håkon. Harald został wygnany i zmarł w grodzie Wolin, najprawdopodobniej w 985 roku... Ale też i sam Håkon wielkiego pożytku z tego zwycięstwa nie miał.

5. Håkon i Geirmund

 

Geirmund pokazuje Håkonowi Sigurdsonowi swoje rany jako dowody własnego męstwa i „zdrady” Wikingów z Jomsborga. Tak właśnie zatytulowana jest rycina Christiana Krohga „Geirmund bringer Håkon jarl bud om jomsvikingerne” pochodząca z norweskiego wydania sag „Heimskringla”.

No właśnie, sagi przekazały imię obrońcy grodu i portu w Vik, Vika czy Viken (bo różnie się runy odczytuje).

Vik zwykłym grodem nie było. Gdzieś na początku X wieku Wikingowie najechali Irlandię i nie mogli wyjść z podziwu, że można domy i mury obronne z kamienia wznosić. U nich wszystko było drewniane.

Ponieważ Vik było w tamtej epoce miejscem, gdzie po każdej wyprawie gromadzili się wszyscy Wolni Wikingowie i dokonywano podziału łupów, toteż niejeden raz, przy poważniejszych sprzeczkach, ogień miasto trawił... Ktoś wpadł zatem na pomysł, by Irlandia się mnichami znającymi sztukę budowania z kamienia opłaciła i tak się stało. Gdzieś około 950 roku Vik było pierwszym i - wówczas - jedynym miastem z kamienia.

Geirmund był zatem jednym z ważniejszych ludzi Håkona, przy którym mieli też stanąć Wikingowie z Jomsborga, Wolina. Woleli jednak zostać przy Duńczykach.

Dziś wiemy, że źle na tym wyszli!

6. Pływająca wyspa

 

Drakkar był łodzią dla możnych. Piękną, szybką, zwrotną, ale i drogą w wykonaniu. Natomiast większość Wikingów to byli rybacy, myśliwi albo kupcy. Potrzebowali łodzi może nie tak szybkich, ale większych. Raz, że pływali najczęściej z całymi rodzinami, więc pod pokładem musiało się nawet kilkanaście głów zmieścić a i na "towar handlowy" miejsce było potrzebne, to po drugie.

W pojedynkę taka kupiecko-rybacka łódź szans nie miała. Drakkar wojowników zatapiał ją w mgnieniu oka. Ale gdy kilkanaście czy kilkadziesiąt takich łodzi wiązano razem, tworzyły wyspę. Trudną do zdobycia, łatwą do obrony.

7. Snekkje

 

Właśnie tak wyglądały. Maszt z żaglem, coś na kształt domku na pokładzie, pod pokładem też sporo miejsca. Czasem za "stateczkiem" holowana łódź, tak na wszelki wypadek...

Przestrzeni praktycznie żadnej a ludzi - bo cała kilkunastoosobowa rodzina - dużo. I w tej zamkniętej przestrzeni było nawet miejsce na ogień, na szycie, na robienie "na drutach" z wełny, sieci rybackie a czasem i na poród, gdy łódź nie zdążyła do brzegu dopłynąć.

Z pewnością życie na takich łodziach, w niemalże ciągłej wędrówce, nie było to ani łatwe ani przyjemne.

8. Yrpa wspiera wojów Håkona

 

Sagi opisują, że ponoć przed bitwą pod Hjårungavaag jarl Håkon Sigurdsson złożył bogini Yrpie (lub Irpie) ofiarę ze swego siedmioletniego syna. Yrpę czczono na dalekiej północy Norwegii – w królestwie Hålogaland. Była to „nieszczęśliwa panna młoda” – ojciec nie pozwolił jej na ślub z ukochanym Wikingiem, gdyż miał dla niej „lepszego” męża – Duńczyka. Gdy odmówiła, zabił ją.

Yrpa powracała do świata żywych, przywoływana złożoną jej ofiarą jako mścicielka, stojąca po stronie „posłusznych Bogom Wikingów”.  Według sag Yrpa pojawiła się na łodzi Håkona, oślepiła Duńczyków swym blaskiem, a z jej palców wylatywały strzały, z których każda celu sięgała. Na sąsiedniej łodzi stał jej ukochany Thorgerdr Hölgabrudr, przywrócony do świata żywych przez boga Njördra. Wyłonił się z głębin morskich i zesłał na Duńczyków burzę z gradem, który siekł Duńczyków prosto w twarze.

Obraz autorstwa Jenny Nyström-Stoopendaal pochodzi z książki A. Ekermanna "Från Nordens forntid : Fornnordiska sagor bearb. på svenska" / Czasy wczesnych Normanów. Wczesnonordyckie sagi w przekładzie na szwedzki; Stockholm, wydawnictwo P. A. Norstedt (1895).

9. Bitwa pod Hjårungavaag

 

Z pewnością było to starcie, które przesądziło losy wielu, wielu ludzi.

Håkon Sigurdsson miał dobrego nosa. Walka z wojskami Haralda pod Vik musiałaby zakończyć się klęską Norwegów i Wolnych Wikingów. Miasto bronione kamiennymi murami, ciężkozbrojne rycerstwo w polu - chyba najgorsze warunki walki dla Wikingów. Håkon pozwolił Haroldowi zachłysnąć się zwycięstwem. Kto wygrał raz ma nadzieję, że i za drugim mu się poszczęści. Harald wpadł w taką właśnie pułapkę. Zapomniał jednak, że na północ nie idzie się wygodnymi drogami ale płynie! Koń na łodzi do walki nieprzydatny. Ciężkozbrojny rycerz? Też za bardzo nie, bo w zbroi ciężko takielunkiem operować a w razie wpadnięcia do wody, idzie się nieodwołalnie na dno, do królestwa Njördra.

Håkon poczekał. Poczekał, aż Duńczycy nasycą się zwycięstwem, najedzą, napiją, obrabują miasto i ruszą ku niemu łodziami.

Dopadł Duńczyków w zatoce Hjårungavaag, miejscu o bardzo zdradliwych prądach i wichrze, który podczas częstych tam burz wieje jakby ze wszystkich kierunków jednocześnie. Wyćwiczone w sztuce żeglarskiej łodzie Håkona tak manewrowały, by statki duńskie stawały bokiem do fali! No i dzięki temu przewracały się, szły na dno. Ponoć jedynie kilkanaście duńskich drakkarów uciekło...

Harald za swoją przegraną utracił koronę i królestwo. Jego własny syn podburzył możnych, ogłosił się królem a ojca skazał na wygnanie do Wolina. Albo Jomsborga, jak kto woli. Bo zdania są podzielone - czy to było jedno miasto, czy dwa obok siebie? Bo przecież dla jednego miejsca każdy język swoją nazwę nadaje, zatem Słowianie mieli Wolin, Wikingowie - Jomsborg, a gród mógł być to jeden i ten sam...

10. Zima na północy

 

Tak przedstawił ziemie północnej Norwegii Erik Warenskiold w duńskim wydaniu „Heimskringla”. Śnieg, zapewne i lód, głodne wilki i - to pewna niespodzianka - drzewa bez liści.

Przyznaję, że było to dla mnie dużym zaskoczeniem - myślałem, że raczej tak jak w północnej Kanadzie czy na Alasce był tam głównie las iglasty, z przewagą sosny lub świerka. Ale nie! Liściasty! Powiem więcej - bukowy!!! Ponoć właśnie buk był tym gatunkiem drzewa, które najlepiej rozpowszechniło się w całej Europie. To my, tak zwana cywilizacja, zauważyliśmy, że świerk rośnie szybciej, więc wycinaliśmy buki a w ich miejsce sadziliśmy świerki. I w ten bardzo głupi sposób sprowadziliśmy w XX wieku klęskę ekologiczną na europejskie lasy, z polskimi częściami Sudetów: Gór Izerskich czy Karkonoszy włącznie!

11. Słowiańskie baranki?

 

Kiedy mówimy o czasach Wikingów i relacjach pomiędzy Słowianami a Wikingami najczęściej mamy obraz kilku drakkarów, z których wyskakują potężnej budowy mężczyźni o blond (lub rudych) kręconych włosach, niebieskich oczach, doskonale uzbrojeni, szybcy, twardzi... Rabusie i bandyci.

Nie zaprzeczam, tacy właśnie byli Wikingowie. Słowo VIK oznacza rabunek, kradzież. VIKING to ktoś, kto idzie na rabunek. Ale to wcale nie jest przypisane do konkretnej nacji.

Popatrzcie na ten stylizowany na rękopis z czasów średniowiecznej Anglii obraz Lorenza Frølicha (1820-1908) z norweskiego wydania sag „Heimskringla” przedstawiający króla duńskiego Svena Widłobrodego (wnuka Mieszka I) podejmującego ucztą Wikingów z Jomsborga czyli Wolina.

W tamtej epoce Wikingowie z Jomsborga, choć w większości słowiańskiego pochodzenia, nie cieszyli się opinią „grzecznych baranków”. Znano ich na wybrzeżach Anglii, Belgii, Normandii, o krajach skandynawskich nie mówiąc.

Chętnie pływali na „zdobywanie łupów”. Chłopiska wielkie, silne, bo w czasach pokoju trudniące się wyrębem drzew albo kowalstwem, w walkach, szczególnie na lądzie, zaprawieni jak mało kto.

Wiedzieli Duńczycy, że tacy ludzie będą im zawsze przydatni.

Mieszko też to wiedział, dlatego córkę za króla Szwecji wydał, po klęsce Haralda w zatoce Hjårungavaag najpierw Svena Widłobrodego wspólnie ze Szwedami pobił i Pomorze, przynajmniej od Roztoki (dziś Rostock) do Kołobrzegu podporządkował. Potem, już wspólnie z Bolesławem Chrobrym uradzili, że nie ma się o co bić w tym polsko-duńsko-szwedzkim trójkącie - lepiej najechać Anglię.

Olaf, wnuk Mieszka, po dość szybkiej śmierci swego ojca Eryka został królem Szwecji.

Świętosława została żoną Svena Widłobrodego i królową Danii a jej syn, Kanut (Knut, jak kto woli) Wielki został królem Anglii.